
Prezentacja ‘strony’ |
Niniejsza strona Internetowa, która zaczęła powstawać w r. 2000, zmieniała szereg razy zarówno swój tytuł, jak i wygląd. Obecnie (2008 r.) występuje pod tytułem:
| By miłość – MIŁOŚCIĄ była ‘Miłości’ – rozwiązania ludzkie a Boże |
Zaistniała ona początkowo (czerwiec 2000) w odpowiedzi na zapotrzebowanie osób poszukujących informacji na temat „Metody Owulacji (wg prof.) Billingsa”. Chodziło o jej udostępnienie jako pomocy dla małżeństw. Stąd pierwszy rozdział części pierwszej niniejszej ‘strony’, która w obecnym stanie nie przypomina już jej zalążkowych początków.
Od początku było jasne, że ‘metoda’ planowania poczęć nie może być rzeczywistością wyrastającą ponad człowieka. Również ta ‘metoda’, pełniąc swoje zadanie ‘służebne’, musi być dobrze osadzona w wizji człowieka, zdolnej podjąć zasadnicze, bardziej niż kwestia ‘metody’, podstawowe pytania ludzkiego istnienia. Te bowiem będą się domagały jej przekładania na życie na co dzień. Pytania te jawią się przed każdym pokoleniem i każdym człowiekiem odwiecznie takie same:
Na tym tle wyłaniają się dalsze zasadnicze pytania:
Pytania te podyktowały plan stopniowej rozbudowy strony. Aktualnie (2008) dostępnych jest jej sześć części – w wersji językowej polskiej i niemieckiej. Jeśliby PAN dodał jeszcze życia, na napisanie czekają dwie części końcowe.
Obszerny materiał istniejących już części pozwala dostrzec, że niniejsza strona staje się coraz bardziej:
Skarbnicą poruszonej tu, zapewne nie płytko dokumentowanej wiedzy.
Drogowskazem po szlakach nie wypaczonej antropologii, filozofii i teologii.
Swoistym przyjacielem, który zachęca serdecznie do przyjęcia dobrych sugestii dla twórczego kształtowania życia według Zamysłu Boga – czy to ‘we dwoje’ w stanie małżeńskim, czy też życia w stanie nie-małżeńskim: narzeczeńskim, samotnym z przeróżnych motywów; czy z kolei życia konsekrowanego.
‘Strona’ wyraźnie nie ogranicza się do problematyki małżeństwa-narzeczeństwa. Sięga stale do głębin ludzkiego istnienia, które raz poczęte, nigdy już końca mieć nie będzie.
Stąd też znajdzie się tu miejsce m.in. na temat powołania do kapłaństwa oraz życia zakonnego.
Autor nie może sobie pozwolić na przekazywanie jakichkolwiek informacji, m.in. z pogranicza medycyny, antropologii, teologii itd. pozbawionych dokumentacji. Stąd też Czytelnik znajdzie tu i ówdzie odnośniki do dokumentacji w nawiązaniu do poruszanej tematyki.
Nie zabraknie hojnego korzystania z Pisma świętego: Słowa-Bożego-Pisanego.
W obfitości będzie mógł Czytelnik przyjrzeć się żywemu Magisterium Kościoła. Autor sądzi, że wypowiedzi Stolicy Apostolskiej należy podawać nie w streszczeniu, lecz w ich autentycznym brzmieniu.
A w końcu Drogi Czytelnik znajdzie tu niemało pomocy dla rozwoju życia wewnętrznego, życia modlitwy i uczestnictwa w Sakramentach świętych.
Autorem ‘strony’ jest kapłan-zakonnik (Zgromadzenie zakonne Księży Najśw. Serca Jezusowego [SCJ = Sacerdotum Cordis Jesu], w Polsce znanych jako ‘Sercanie’). W pierwszym rozdziale części pierwszej wkracza autor na teren niezbyt ‘typowy’ dla kapłana. Rozdział ten jest wykładem na temat wspomnianej „Metody Owulacji (wg prof.) Billingsa”. Żeby tego rodzaju wykład mógł się stać podstawą do rzeczywistego korzystania z ‘metody’ po myśli Bożej i w sposób odpowiadający godności człowieka i małżeństwa, konieczne jest przedstawienie szczegółów, bez których jej zrozumienie byłoby niemożliwe.
Problematyka ‘metod naturalnych’ planowania rodziny (nie mówimy w tej chwili o działaniach PRZECIW-rodzicielskich) jest terenem zaognionych dyskusji, a jeszcze bardziej nieprawdopodobnej dezinformacji, a z kolei nie-do-informowania osób, którym się wydaje, że osiągnęły pełną wiedzę w tym zakresie. Dotyczy to również wielu osób oddających się z zaangażowaniem pracy w poradnictwie małżeńskim (również tym zorganizowanym przy Kościele). Nierzadko nie zdają sobie one sprawy, jak dalece – przy najlepszej dobrej woli – są wystawione na przekaz już ‘manipulowany’. Skutki tego mogą okazać się fatalne w praktyce, łącznie z podważeniem wiarygodności samego w ogóle Kościoła.
Trzeba być dobrym ekspertem w tej dziedzinie, by przy lekturze niniejszej ‘strony’ zauważyć, że autor wypowiada się z jednej strony w słowach możliwie nie polemicznych, a pozytywnych. Wykład ten (popularno-naukowy) wyrasta z niepodważalnej dokumentacji naukowej i klinicznej przekazywanej tu metody. Materiały te przechodziły niezmiennie przez ręce piszącego tu autora począwszy od maja 1973 r. (pomijając wcześniejszy przekaz poprzednio istniejących ‘metod’). Z drugiej strony autor usiłuje raz po raz dyskretnie, a przecież zdecydowanie, prostować nagminnie spotykane dalekosiężne zniekształcenia szczegółów dotyczących poprawnego rozumienia właśnie ‘Metody Billingsa’. W tej dziedzinie toczy się wciąż swoista ‘bitwa o prawdę’. Niezbyt wiele osób zdaje sobie w pełni sprawę, o jaką tu chodzi stawkę.
Gdyby się posłużyć słowami Jana Pawła II, określiłby autor swoją posługę poprzez tę ‘stronę’ jako próbę wyjścia naprzeciw Drogim Zainteresowanym nie z ‘teorią’, lecz „konkretną pomocą” (FC 35) w ich niekiedy udręczonym życiu małżeńskim w aspekcie Bożej i ludzkiej oceny ich obopólnych odniesień. Żeby przy pomocy chociażby tej właśnie ‘strony’ w chwilach ich małżeńskiej bliskości pojawił się ponownie uśmiech szczerej radości i poczucie Bożego błogosławieństwa, a także ludzkiego ‘spełnienia’. By dzięki zaproponowanej tu odrobinie użytecznej wiedzy mogli przeżywać małżeństwo po linii „odpowiedzialnego rodzicielstwa” w znaczeniu, jakie z tym określeniem w imieniu Bożym wiąże Nauczanie Kościoła (dokładniej zob.: Odpowiedzialne Rodzicielstwo – w kontekście poprzedzającym i następującym).
Tematyka dalszych części tej ‘strony’ nie budzi już zapewne szczególnego ‘zdziwienia’. Przyjęta wizja człowieka – nie pomijając małżeństwa i rodzicielstwa, domaga się uzasadnień przesyconych wezwaniem do życia na stałe w Łasce (por. 1 P 3,14n; Rz 12,1; oraz EiE 1).
Jak doszło do pojawienia się tematyki planowania poczęć u tego kapłana? Do tej sprawy wypadnie autorowi powrócić kiedyś jeszcze raz, tym razem z głębszym uzasadnieniem naukowym, a jednocześnie w praktycznym zastosowaniu przedstawionego tu materiału (w planowanej części 8), jeśliby PAN użyczył daru dalszej możliwości pracy. Przedstawiony tu na samym początku ‘strony’ materiał dotyczy zagadnienia, które dla wielu małżeństw, a także osób przygotowujących się do małżeństwa, bywa problemem dręczącym: tak w aspekcie ludzkim, jak i w obliczu Bożym. U większości małżonków pojawia się prędzej czy później pytanie: Jak rozkładać w czasie kolejne poczęcia, gdy okoliczności nakazują je dystansować, a niekiedy nawet czasowo je ‘zawiesić’? Jak wtedy żyć, by wzajemne odniesienia mogły cieszyć się i w chwilach małżeńskiej bliskości Bożym błogosławieństwem, a godność okazywanego sobie oddania nie doznała poniżenia?
Piszący tu kapłan wyznaje, iż byłoby jego radością, gdyby przedstawione sugestie przyjmowane były sercem otwartym i czytane w takim Duchu (= Świętym), w jakim autor – jakoś się modląc przy tworzeniu tej ‘strony’, stara się je zapisywać. Tak postąpiłaby zapewne Bł. Matka Teresa z Kalkuty (Beatyfikacja: 19.X.2003) Bo i ona przekazywała w swej ludzkiej i Bożej prostocie wiedzę właśnie o ‘Metodzie Owulacji Billingsa’ rodzinom ze slumsów – i nie tylko. Zapraszała też do Kalkuty rokrocznie aż do swej śmierci (+ 1997 r.) prof. John i dr. Evelyn Billings z Melbourne z wykładami na ten temat ... dla nowicjuszek ! założonego przez siebie Zgromadzenia Zakonnego (regularne informacje m.in. o tym szczególe w wieloletniej korespondencji prof. Billingsa z autorem). Żeby jej Siostry Zakonne mogły i w tym zakresie służyć potrzebującym poprawną informacją: ludzką i Bożą.
Autor został wciągnięty do tej problematyki w latach 50-tych minionego stulecia, gdy otrzymał święcenia kapłańskie (w 1956 r.) i zaczął pełnić posługę w konfesjonale. Właśnie tutaj pojawia się pełne nadziei przeżycie sakramentalnego pojednania z Bogiem, znieważanym przez grzechy niekiedy i ... ‘małżeńskie’, a może i ... ‘narzeczeńskie’; i w tylu innych sytuacjach.
Czy da się pomyśleć, żeby kapłan, a także młodzieniec przygotowujący się dopiero do kapłaństwa, mógł podejmować posługę ściśle kapłańską bez precyzyjnej wiedzy z tego zakresu? Dogodny – powszechny dostęp do pełnej wiedzy w tej dziedzinie należy do podstawowych praw każdego człowieka, a tym bardziej każdej pary małżeńskiej oraz wszystkich, którzy stają w obliczu zasadniczych wyborów w życiu (zob. też: FC 33).
Pisze tu zatem kapłan – katolicki: zakonnik. Powołanie do kapłaństwa i życia zakonnego nie oznacza, że ‘powołany’ nie ma pojęcia o życiu w małżeństwie i rodzinie, nie wyłączając faktu, że małżonkowie przeżywają swą bliskość płciową. Czyż i on nie zawdzięcza swego zaistnienia chwilom, gdy jego matka i ojciec odnieśli się do siebie ... po małżeńsku? Ale był obecny przy tym także Bóg (LR 9). On to wywołał go z nie-istnienia do istnienia i obdarzył swym „Obrazem i Podobieństwem”. Bóg umie się zarazem cieszyć radością, jakiej w tych chwilach doznają mąż i żona. Radość tę wręcza tym dwojgu sam Stworzyciel małżeństwa. Wszystko to staje się dla kapłana-syna jednym wielkim powodem do radosnej wdzięczności tak rodzicom, jak i Bogu-Stworzycielowi.
Niezależnie od tego, piszący tu kapłan jest nieźle wciągnięty w pracę duszpasterską, m.in. misyjno-rekolekcyjną. Bezpośrednie zderzenie z często bolesną problematyką życia małżeńskiego w ocenie etycznej w nawiązaniu do planowania poczęć sprawiło, że zaczął on rozglądać się po świecie za ośrodkami naukowymi w poszukiwaniu dróg, zdolnych przyczynić się do godnego rozwiązania trudności doświadczanych przez ogromne rzesze par małżeńskich.
Nie chodzi tu o demonstrowanie ‘katolicyzmu’ wyznawanej wiary. Zresztą ‘etyczne’ metody planowania poczęć są zagadnieniem ogólnoludzkim, niezależnym od przynależności do jakiejkolwiek religii. Z kolei zaś trudno zaprzeczyć, że człowiek jest o tyle godny swego człowieczeństwa, o ile szczerym sercem kroczy drogą Bożych Przykazań. Te ponad wątpliwość nigdy nie zmierzają do wyrządzenia jakiegokolwiek zła.
Oczywiście Bóg nigdy nie wymusi przestrzegania swoich Przykazań. Jemu zależy na decyzji wolnej woli człowieka, swego Żywego Obrazu. Przykazania są wyrazem Jego naglących propozycji, a nie zadawanego ‘gwałtu’. Bóg przez Przykazania nie poniża, ale prosi z naciskiem o ich przyjęcie. Są one są one jedyną drogą do osiągnięcia pełni człowieczeństwa – i tak dopiero również życia – wiecznego.
Miłość to rzeczywistość „piękna”, ale i „trudna”; czasem skąpana krwią własną. Tak brzmiał pierwotnie podtytuł niniejszej ‘strony’. Merytorycznie biorąc jest on nadal aktualny. Obecnie tytuł ‘strony’ doczekał się kolejnej modyfikacji:
„By miłość – miłością była |
Tytuł wyraża cel i sens ‘strony’. Podtytuł to sugerowana droga do jego osiągnięcia.
MIŁOŚĆ to wewnętrzna moc, która każe nie koncentrować się na samolubnie doznawanym własnym ‘dobru’. Jest ona zapatrzona w dobro ostateczne, chociażby trudne. Miłość ocenia poszczególne działania w perspektywie dobra definitywnego: swojego własnego oraz dobra tego kogoś – umiłowanego. Dlatego jest przesycona Łaską, która wyzwala wzrastanie. Dzieje się to za cenę wyrastania poza i ponad siebie. Żeby temu umiłowanemu zapewnić życie-miłość w znaczeniu definitywnym. Chociażby to miało znaczyć, że wypada zaniechać określonych zachowań, gdyby się okazało, że są one sprzeczne z dobrem ostatecznym.
Nie ma i nie będzie ‘miłości’ w uniezależnieniu od Boga. Byłoby rzeczą sprzeczną samą w sobie spodziewać się, żeby Szatan mógł wykrzesać iskrę ‘miłości’. Szatan ‘cieszy się’ jednym: gdy mu się udaje zniszczyć tak życie, jak miłość. I stworzyć ‘piekło’ już tu na ziemi. Nasuwają się słowa Jana Pawła II z jego encykliki ‘Ewangelia Życia’:
„...Także w ten sposób Bóg ukazuje, że ‘nie cieszy się ze zguby żyjących’ [Mdr 1,13]. Tylko Szatan może się nią cieszyć: przez jego zawiść śmierć weszła na świat... [por. Mdr 2,24]” (EV 53).
Czy to wszystko nie tchnie głębokim humanizmem, gdyby ktoś wolał nie słyszeć w tej chwili o Bogu i wierze?
Kontakty ze wspomnianymi ośrodkami naukowymi sprawiły, że w latach 60-tych ub.w. przez tegoż kapłana dotarła do Polski i szeregu krajów wokoło Rötzerowska „Metoda Sympto-Termiczna” (Dr Josef Rötzer, Austria, Vöcklabruck).
– W parę lat później (3.V.1973 r.) dotarła przez niego w podobny sposób do tej samej części Europy inna, znacznie prostsza i zdolna obdarzać nieporównanie wyższym stopniem pewności, pierwsza w medycynie naukowej metoda specyficzna naturalnego planowania poczęć. Została ona nazwana przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) mianem zastrzeżonym: „Metoda Owulacji (w opracowaniu prof.) Billingsa” (zob.: Rodowód Metody Owulacji). Szczegółowiej o związanych z tym coraz innych aspektach będzie mowa zwłaszcza w części I i II.
Nacisk na niniejszej ‘stronie’ jest położony na wydźwięk humanistyczny poruszanej tematyki. W centrum znajduje się stale człowiek jako człowiek. Oraz życie człowieka w małżeństwie i rodzinie, chociaż ‘strona’ ogarnia swym horyzontem i pozostałych ludzi. Do życia w małżeństwie i rodzinie powołana jest większa część ludzi. A i kapłan przychodzi na świat w gnieździe rodzinnym.
Płciowość jest wielowymiarowym darem, podarowanym człowiekowi przez Boga. Pozostaje ona nadal wyłączną własnością jej jedynego Właściciela: Boga. Jaśniej mówiąc: płciowość jest domeną, której nikt z ludzi nie był i nie stanie się właścicielem – w przeciwieństwie do wielu ‘rzeczy’, którymi człowiekowi wolno dysponować w jakiejś mierze wedle upodobania. Natomiast człowiek, w tym i każdy mąż i każda żona – zostaje ustanowiony zarządcą podarowanej sobie płciowości zgodnie z ustaleniami Boga, jedynego Pana miłości i życia.
Czytelnicy zechcą pozwolić, że w nawiązaniu do chwilami być może szokującej treści tej ‘strony’, autor przytoczy słowa Jana Pawła II z jego pierwszego ‘Listu do Kapłanów na Wielki Czwartek’ (1979 r.):
„Nasza praca duszpasterska domaga się tego, abyśmy byli blisko ludzi i wszystkich ludzkich spraw – czy to będą sprawy osobiste, czy rodzinne, czy społeczne – ale byśmy byli blisko tych wszystkich spraw ‘po kapłańsku’. Wtedy tylko – w kręgu tych wszystkich spraw – jesteśmy sobą. Kiedy zaś naprawdę służymy owym ludzkim – nieraz bardzo trudnym – sprawom, wtedy jesteśmy sobą: wierni swojemu własnemu powołaniu ...
– Naszym zadaniem jest służyć prawdzie i sprawiedliwości w wymiarach ludzkiej ‘doczesności’, ale zawsze w tej perspektywie, która jest ostateczna: która jest perspektywą zbawienia wiecznego ...
– I ludzie – nasi bracia w wierze, a nawet niewierzący – oczekują od nas, że tę perspektywę potrafimy im zawsze ukazać, że będziemy jej autentycznymi świadkami, że będziemy szafarzami łaski, że będziemy sługami Słowa Bożego. Że będziemy mężami modlitwy...” (List do Kapłanów 1979, p.7).
Autor prezentowanej z początku tej strony ‘Metody Billingsa’ – jej oczywiście nie wymyślił. Z kolei zaś również medycyna – biologicznego rytmu płodności nie wymyśliła, ani go nie stworzyła. Rytm ten istnieje niezależnie od wiedzy i woli człowieka. Nie ma tu też mowy o ewolucjonizmie, w wyniku którego biologiczny rytm płodności stopniowo by się ‘sam’ wykształcał: od form niższych po wyższe. Pierwsza Ewa była świadkiem takich samych zmian, jakie u siebie obserwuje Ewa dzisiejsza – i jakie zauważała również Maryja: Niepokalana Matka Syna Bożego.
Rytm płodności jest jednym ze szczególnych darów Boga Stworzyciela dla małżonków jako rodziców. Nie ma innego sposobu wyrażenia Bogu dziecięcego „Dzięki Ci, Boże Dobroci, za ten podarunek”, jak nauczyć się go na ‘piątkę’ i użyć go tak, jak tego w swym zamyśle Miłości oczekuje Bóg.
W tak przeżywanej duchowości małżeńskiej staje się przystosowanie wzajemnych odniesień do tegoż daru hymnem wdzięczności względem Stworzyciela i Odkupiciela. Zarówno w dniach, gdy ci dwoje przeżywają swoje zjednoczenie, jak i tych niejednych innych dniach, gdy z intymności korzystają oszczędnie.
Boże podarunki są piękne – i czyste. Są też zawsze dobre. Jak wszystko, co wychodzi z Bożej ręki. Ale też: im wyższe są Boże dary, tym bywają bardziej kruche – wskutek grzeszności człowieka. Bóg nikomu nie odbiera daru płciowości. Nawet wtedy, gdy ta zostaje nieprawdopodobnie skalana. Bóg czeka – niekiedy zdumiewająco cierpliwie – na nawrócenia serca.
Jak to dobrze, że dary Bożej Dobroci zdolne są wyzwolić zaangażowane wzrastanie w podarowanej człowiekowi godności. Zarówno tej osobistej, jak i tej we dwoje: w małżeństwie, narzeczeństwie i młodzieńczości; a także w wieku starszym.
– Na tle szeroko rozumianej wizji człowieka, ‘Metoda Billingsa’ regulacji poczęć może się stać szczególnie uprzywilejowanym miejscem dla wewnętrznego rozwoju małżonków w tajemnicy miłości. Staje się ona pobudką do świadomego przeżywania podarowanego sobie człowieczeństwa i przyczynia godności mężowi i żonie.
– Na swój sposób może ona wyzwolić czystą miłość w odpowiedzialnie przeżywanym okresie narzeczeństwa.
– A z kolei wyzwala zdumienie i wdzięczność u osób wezwanych do życia w konsekracji Bogu.
W ten sposób ‘metoda’ wyzwala ostatecznie promieniowanie rzeczywistością, która ‘jest’ na świecie, ale pochodzi ‘spoza’ świata (por. J 17,14nn). Rzeczywistości tej jest na imię: Miłość-która-cała-jest-Życiem.
Na koniec ‘prezentacji’ niniejszej ‘strony’ jeszcze jedno słowo. Skoro tu pisze kapłan – katolicki, i ponadto zakonnik, czy ma to znaczyć, że ‘strona’ jest przeznaczona wyłącznie dla ‘katolików’? Zatem że nie wolno jej czytać innym wyznawcom Jezusa Chrystusa jako Boga-Człowieka, tzn. prawosławnym, anglikanom, a z kolei np. ewangelikom? Czy miałoby to znaczyć, że ‘nie wolno’ do niej zaglądnąć wyznawcom religii Mojżesza, ani mahometanom, ani buddystom, czy wyznawcom jeszcze innych religii?
Czytelnik zauważy bez trudu: autor nie ukrywa swej tożsamości kapłańskiej. Ani swego przekonanego przylgnięcia do Jezusa Chrystusa jako Syna Bożego. Jemu zawierza on siebie całym sobą: „na życie, umieranie, i to, co się stanie od śmierci biologicznej wzwyż”. Syn Boży stał się Człowiekiem po to, żeby Rodzinę Ludzką odkupić i przywrócić każdemu, kto „w Niego uwierzy i Jemu zawierzy” (por. J 3,16) – dar ‘Dziecięctwa Bożego’. A także szansę życia – wiecznego w „Domu Ojca” (J 14,1nn).
Jednocześnie jednak Drogi Czytelnik zauważy może niemniej wyraźnie, że ‘strona’ ta jest chyba tak tworzona, by stać się stałą gorącą zachętą, pełną nie złudnego optymizmu – do rzetelnego przyjrzenia się zapisanej treści, jej spokojnego „rozważenia w swym sercu” (por. Łk 2,19.51) i zastanowienia, czy by można było skorzystać z proponowanych tu uzasadnień ku dobru: własnemu – a może wielu innych, których kochamy. ‘Strona’ jest wszystkim innym, a nie wymuszaniem czegokolwiek. Może Drogi Czytelnik odczuje bijące od niej wewnętrzne ‘promieniowanie’, które nie poniża, a może stać się szansą ‘wygranej’ – na ‘zawsze’.
Bywają osoby, które odziedziczyły niepełną informację o ‘Kościele katolickim’, jeśli już nie jego wręcz zniekształcony ‘obraz’. Gdyby niniejsza ‘strona’ trafiła do takiego Drogiego Czytelnika, a zdobędzie się on na ‘heroizm’ zagłębienia się w jej długie rozważania, lektura stworzy być może swoistą sposobność wyrobienia sobie bardziej uzasadnionej oceny: gdzie tu jest ‘prawda’?
– A może lektura ta pozwoli dojść w jakiejś mierze do bardziej uzasadnionego rozróżnienia: że czym innym są głoszone zasady, które w tym wypadku nie pochodzą od określonych tylko ‘ludzi’, a czym innym ich wcielanie w życie, które istotnie może w konkretnych przypadkach jakiegoś ucznia Chrystusowego odbiegać daleko od deklarowanej przynależności religijnej.
Jak to dobrze, że przyjmując posługę duszpasterską i nauczycielską Kościoła, mogę lgnąć nie tyle do określonego ‘człowieka’ (np. tego konkretnego kapłana), którym – chociażby jako niezbyt ‘przepustowym kanałem’ (por. Mt 23,3n) – posługuje się ku mojemu nadprzyrodzonemu dobru Odkupiciel. Z Bożą pomocą przebijam się nieustannie do spoglądania nieco wyżej: ku Osobie samego Jezusa Chrystusa (por. Kol 3,1n). A On – On jeden mógł powiedzieć tuż przed swoją odkupieńczą śmiercią na Krzyżu: „Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,33).
Może zatem i Ty, Drogi Czytelniku, otworzysz się na tę ‘stronę’, chociażbyś może nie był w pełni ‘wierzącym’, a może przestałeś być ‘praktykującym’. Ale właśnie ta przedziwna ‘strona’ trafiła ‘przypadkowo’ w Twoje ręce. Denerwuje Cię w niej tak wiele (chociażby np. dla niektórych nieznośne ‘kolorowanie’ tekstu ...!). A przecież pragniesz skorzystać z jej zachęcającego, ‘ciepłego’ orędzia: dla siebie samego i dla niejednego drugiego.

Słowo do ‘logo’-obrazu niniejszej ‘strony’ |
Uwaga. Również LOGO ‘strony’ ulegało
wielokrotnym przeróbkom.
Jej ostatnia gruntowne przeobrażenie miało miejsce w listopadzie 2008 r.
Jakże zgodna z prawdą, a poglądowa jest – kompozycja „logo” niniejszej ‘strony’, złożone z obrazu i słów. Słowa niby wieniec oplatają treść ‘miłości’: w jej Bożym, ale i ludzkim przełożeniu na rzeczywistość życia. Wypada przyjrzeć się grafice-logo powoli, w wyciszeniu wnętrza. Drogi Czytelnik stara się zapewne otworzyć na Boga, którego wolno mu być Obrazem. Serce to chciałoby nawiązać z Nim wznowiony kontakt modlitewny. Stajemy w obliczu Trójjedynego. On – pierwszy, jest Miłością, która cała jest Życiem (kliknij: Grafika-logo).
UWAGA: żeby obraz nie znikał przy przewijaniu, trzymaj lewym kciukiem LEWY ALT, i w tej pozycji klikaj każdorazowo palcem wskazującym klawisz: TABULATOR.
Kraków, 8 listopada 2009 r.
