
C. METODY NATURALNE PRZED ŚLUBEM ... |

Skorzystać z rytmu płodności |
Ewentualność nie chcianego poczęcia nie jest teorią. Dziwić może, że partnerzy dobrze o tym wiedzą, a zachowują się w tym względzie niezwykle beztrosko. Nie przejmują się żadną w ogóle odpowiedzialnością. Postawa ich budzi poważny niepokój. Do powagi życia oni stanowczo nie dorośli! Co z kolei nie zwalnia z poczytalności i odpowiedzialności!
Doświadczenie wykazuje z nawiązką, że wiedza o biologicznym rytmie płodności, w tym również ‘dobra’ znajomość Metody Owulacji Billingsa (MOB) [użytej w tej sytuacji dla grzeszenia] nie jest w stanie ‘uchronić’ przed ciążą nie chcianą – a przecież przewidywaną. Wszystkie metody naturalne [w ramach życia w małżeństwie!] wymagają decyzji na okresowe wyłączanie zbliżeń; oraz motywacji miłości, która nie może nie być darem: ku dobru. Taką jest zwłaszcza metoda Billingsa. W przypadku słusznych powodów, gdy małżonkowie aktualnie nie mogą zamierzać poczęcia, wymaga ona NIE-podejmowania w dniach płodności żadnych zbliżeń: ze względów tak etycznych – jak i biologicznych.
Tymczasem u partnerów przed-małżeńskich, którzy nie zważają na wymóg cnoty czystości i przechodzą na współżycie lub formy zbliżone, wszystko dzieje się od przypadku do przypadku. Motywacją działania jest wtedy wszystko inne, a nie miłość. Wmawianie sobie, że w ich sytuacji: z przyszłym mężem czy żoną, wyrażają sobie w ten sposób obopólną miłość, jest zakłamywaniem wielkiego słowa „miłość”. W ich ujęciu ‘miłość’ oznacza w pierwszym rzędzie dostęp do narządów płciowych. Ponadto zaś partnerom chodzi wtedy zwykle o możliwie częste współżycie, co trudno pogodzić z okresowością płodności. Toteż gdy partnerzy przedślubni chcą mieć stosunek, zwykle nie zważają na sygnały płodności i nie korzystają z informacji metod naturalnych. Godną motywacją dla kierowania się biologicznym rytmem płodności jest miłość, która umie poświęcić siebie – i nie poddaje się przymusowi ciała.
Tym bardziej nie miałaby nic wspólnego z miłością – gotowość poświęcenia poczętego. Miłość darowująca siebie dla dobra tego umiłowanego jest gotowa zaniechać zbliżenia, jeśli tak trzeba – w imię miłości. Dotyczy to tym bardziej sytuacji przed-ślubnej. Zdarza się wprawdzie, że partnerzy korzystają z metody naturalnej przeciw Bożemu błogosławieństwu: jako swoistą ‘antykoncepcją’. Umieją się nawet zdobyć na zaniechanie zbliżeń w dniach cyklicznego okresu płodności. Ale zdają sobie sprawę, że działanie to nie jest wyrazem miłości. Z jednej strony znajdują się pod presją pożądania i własnej słabości. Z drugiej zaś uświadamiają sobie, że wkroczyli na teren nie swój. Ich postawa jest pasmem wysiłków podejmowanych dla zagłuszenia wyrzutów sumienia.
– Takie wyrzuty przeżywała m.in. dziewczyna – nazwijmy ją Barbara:
[List: 1.VIII.1991] „Jestem panną, mam 23 lata. Chodzę z moim narzeczonym już 5 lat. Współżycie seksualne rozpoczęliśmy po 2 latach chodzenia ze sobą. Myślimy też o tym, żeby wstąpić w związek małżeński, lecz to jest ciągle odkładane, spowodowane przede wszystkim tym, że mój narzeczony jest na studiach (...). Jeżeli chodzi o mnie, to ja bardziej nalegam, żeby się pobrać, bo sumienie mnie dręczy tymi grzechami nieczystymi.
– Jesteśmy szczęśliwą parą, rozumiemy się we wszystkim, dużo ze sobą rozmawiamy na różne tematy, także z dziedziny seksuologii. Zanim podjęliśmy współżycie, byliśmy przygotowani teoretycznie. Opieramy się na metodzie owulacyjnej, która do tej pory nas nie zawiodła. Ponieważ jesteśmy z sobą ... najczęściej raz w tygodniu, do stosunku dochodzi rzadko ... w obawie przed ciążą. My kochamy się najczęściej stosując pieszczoty, które prowadzą do osiągnięcia orgazmu nas obojga ... Chciałabym wiedzieć, czy taki sposób kochania przez pieszczoty i miłość ‘francuską’ jest zaakceptowany przez etykę katolicką. Pomijając już to, że jesteśmy jeszcze narzeczeństwem i nie możemy współżyć.
– Ojcze, czy Pan Bóg odpuści nam te grzechy nieczyste? Czasem myślałam, żeby nie współżyć, ale kiedy przebywam dłużej z nim sam na sam, niestety ulegam, daję się unieść uczuciom, to jest po prostu silniejsze od wszystkiego.
– Codziennie modlę się i proszę Pana Boga, abyśmy już długo nie musieli żyć w grzechu. Ojcze, kiedy będziemy już małżeństwem, chciałabym współżyć tak, żeby nie grzeszyć...”.
Zdarza się z kolei, że szczególnie dziewczyna, kierując się sobie tylko wiadomą motywacją, z zimnym wyrachowaniem tak prowokuje chłopca, aż go zniewoli. Wie dobrze, że aktualnie znajduje się na szczycie płodności. Wymusza małżeństwo przez postawienie wobec faktu dokonanego: zaistniałą ciążę. Wystarczy trochę rzetelności, by takie zachowanie ocenić jako wyraz przeciw-miłość; może wyraźniej: przewrotności. Współżycie przy sumieniu krzyczącym głośno, że to „nie dla nas” – nie jest miłością! Jest krzywdzeniem siebie, tego drugiego – i narażaniem na najgorsze potencjalnego potomstwa.
Świadome zdążanie do zaistnienia ciąży przed ślubem jest okrucieństwem w stosunku do dziecka. Zostaje ono sprowadzone na siłę na świat, gdy dziewczyna absolutnie go nie kocha „dla niego samego”, a posługuje się nim jako atutem do szantażu. Dziecko jest wtedy potraktowane instrumentalnie – jako trampolina dla wywarcia presji na chłopcu, który dziewczyny nie chce i jej nie kocha. Ona zaś mści się na nim swoiście, zmuszając go do pozostawania przy niej, posługując się w tym celu owocem ich anty-miłości. Trudno znaleźć kogoś, kto by to nazwał ‘miłością’. Bóg nie mógł nie powiedzieć partnerom przedmałżeńskim, obojętnie na jakim etapie zakochania, dopóki nie staną się małżeństwem: „Nie będziesz cudzołożył! ...”.
Antykoncepcja |
Niejedni partnerzy przedślubni sięgają po środki zabezpieczające przed poczęciem, a nawet ciążą. Stosowanie środków hormonalnych doustnych weszło w wielu środowiskach młodzieżowych w stały repertuar ich codziennych ‘zajęć’. Czy dziewczyny – a i chłopcy z tych grzechów-zbrodni się spowiadają? Odnosi się wrażenie, że wielu z młodzieży z zasady z grzechów współżycia w ogóle się nie spowiadają. W przypadku zaś stosowania środków hormonalnych (oraz założonej spirali) – do grzechów ciężkich dołącza się ponadto z cyklu na cykl zbrodnia mordu Dziecka – przynajmniej w założeniu-gotowości na przyjęcie wszelkich konsekwencji stosowanego środka poronnego (dokładniej zob wyż.: Naruszenie rozpoczętego Życia – cały dalszy ciąg rozdziału. Oraz: Ciąża pomimo spirali – albo i tabletki – wraz z dalszym ciągiem rozdziału).
– Wielo Młodych podejmuje w sytuacji przed-śubnej, podobnie jak całe rzesze małżonków, stosunki przerywane, określając je mianem: „uważaliśmy”, tzn. on usuwa się wcześniej – przed swoim szczytowaniem. Sądzą, że ustrzeże to przed ciążą. Nie przyjmują do wiadomości, że w dniach płodności, kiedy u kobiety pojawia się wydzielina zmieniona-zasadowa okresu płodności, do poczęcia może dojść po kontakcie nawet tylko powierzchownym, i chociażby nie doszło do wytrysku. A w ogóle: stosunek przerywany jest rozwodem w samym podjętym stosunku! Jakżeż niegodny i poniżający dla chłopca, a jeszcze bardziej dziewczyny – jest wytrysk na zewnątrz ... !
– W innych wypadkach on zakłada prezerwatywę: by tylko nie doszło do prawdziwego zjednoczenia! Znów w złudnym przekonaniu, że uchroni to skutecznie przed ciążą, mimo że środek ten tak bardzo łatwo ‘zawodzi’ (zob wyż.: Ocena prezerwatywy ). Najwyżej zjawi się gdzieś przerażony i przyzna, że kupuje prezerwatywy zawsze najlepszej jakości. Tymczasem tym razem prezerwatywa w czasie stosunku ... pękła! I co teraz ...???
O wszystkich działaniach przeciw-rodzicielskich, nie wyłączając środków doustnych – powiedzieć należy, że żaden nie chroni stuprocentowo pewnie przed poczęciem. Gdy partnerom zależy na NIE-wzbudzeniu Życia, od ciąży zdolne jest ustrzec tylko nie-podejmowanych żadnych jakichkolwiek zbliżeń płciowych.
Uciekanie się do środków zabezpieczających nasuwa pytanie: co dzieje się na poziomie serca tych Dwojga w przypadku stosunku płciowego przerywanego lub z użyciem którejkolwiek z antykoncepcji? Wyżej omówiliśmy mechanizm działania z punktu widzenia medycznego zróżnicowanych środków przeciw-rodzicielskich (zob. wyż., Część Druga, Rozdz. 3). Zastanawialiśmy się nad ładem aktu płciowego oraz działaniami przeciw-rodzicielskimi w aspekcie antropologicznym (zob. wyż., Część Druga, Rozdz. 4) i teologicznym (Część Druga, Rozdz. 6). Z punktu widzenia psychologicznego (zob. wyż., Część Druga, Rozdz. 5) wypada dodać, że gdy stosunek jest obezpłodniony, partnerzy wprawdzie się łączą, dążąc do „dwoje jednym ciałem”. Ale czynią to tak, by nie doszło do rzeczywistego jedno. Ostatecznie chcą wszystkiego innego, a nie jedności-w-miłości jako daru, z góry uniemożliwionej z powodu wzniesionej bariery. Budując więź – burzą ją. Na znak tej anty-miłości i nie-składania się sobie w całkowitości daru przerywają stosunek lub podejmują techniki udaremniające zjednoczenie zarówno w ciele, jak na poziomie serca. W najgorszym wypadku przerywają rozwój Poczętego.
Nasuwa się wciąż pytanie: czy współżycie tych dwojga płynie z miłości i wyraża dar, jak to deklarują? Miłość w akcie małżeńskim jest nieodłączna od otwarcia się na oścież na potencjalność rodzicielską. Również wtedy, gdy stosunek przypada na dzień biologicznej niemożności poczęcia. Świadczy o tym jednoznacznie „mowa ciała” rozwijającego się aktu.
Narzeczeni z zasady nie chcą ciąży. Stąd rozglądanie się za skuteczną antykoncepcją, ewentualnie ‘antykoncepcyjne’ korzystanie z metod naturalnych. Wykluczają oni takie „dwoje jednym ciałem”, które by zdołało udźwigać ciężar Życia. Niemożliwe, by tak oczywiste burzenie miłości miało mimo wszystko wyrażać miłość godną tego miana, umacnianą komunią z Bogiem Przymierza. Stosowanie technik przeciwrodzicielskich nie może nie być grzechem – obiektywnie zawsze ciężkim, przeciw miłości gruntownie wówczas zakłamanej.
Antykoncepcja staje się w przeżyciu przede wszystkim kobiety zdławieniem jej uczuć. Niejedna wyznaje, że stosunek przerywany, z prezerwatywą itp., wyzwala myśli bądź o śmierci jednego z nich, bądź o samobójstwie, a przynajmniej poczucie upodlenia i opuszczenia. Bardziej niż u mężczyzn, dochodzi u kobiety do głosu niedosyt i świadomość pogardliwego potraktowania jej osoby. Jej przeżyciu towarzyszą też zwykle wyraziściej niż u mężczyzny wyrzuty sumienia. Niemożliwe, by takie współżycie pozostawiło poczucie spełnienia i pobłogosławionej radości. Poza tym kobieta pozostaje w paraliżującej niepewności, czy wystąpi okres ...
Każdy z przedstawionych psychologiczno-antropologicznych aspektów współżycia obezpłodnionego jest wyrazem rzeczywistości niezmiennie takiej samej: takie kształtowanie intymności nie tylko nie wyraża miłości, lecz przeciwnie – staje się obdarzaniem przeciw-życiem, przeciw-miłością, przeciw-uśmiechem. Nie ma mężczyzny, który by za stosunek przerywany doczekał się wyrazu uznania ze strony partnerki! On ostatecznie dochodzi jakoś do swego przeżycia. Ją zaś pozostawia sobie samej, gdy zaspokoił swoją ‘potrzebę’. Prawdziwa miłość jest inna: skupia uwagę na dobru tego drugiego. Odnosi się do niego z subtelnością. Życzy dobra nieograniczonego, aż do nieba włącznie!
Ta rzeczywistość: pełna otwartość na tajemnicę tak Życia, jak i Miłości, każe Janowi Pawłowi II skierować do małżonków przytoczone już słowa o manipulowaniu i poniżaniu ludzkiej płciowości, a tym samym swych osób – poprzez fałszowanie wartości całkowitego daru siebie i zakłamywanie „mowy ciała” (zob wyż.: Działania przeciw-rodzicielskie jako czyny z istoty ZŁE – i dalszy kontekst; oraz: FC 32). Słowa papieskie dotyczą małżonków. Ale dlatego właśnie odnoszą się tym bardziej do partnerów narzeczeńskich. Nie narzeczeństwo, a małżeństwo stwarza podstawę dla całkowitego darowania sobie swego ciała i swoich osób.
Gdy partnerzy przedślubni podejmują stosunki obezpłodnione, ich komunia doznaje bardziej jeszcze niż w przypadku stosunków pełnych – nieodwracalnych pęknięć ich miłości już przed ślubem. Stosunki obezpłodnione nie mogą nie być najprostszą drogą do rozwodu. Nie da się inaczej wytłumaczyć np. stosunku przerywanego. Ale to samo dotyczy użycia jakiejkolwiek antykoncepcji. Trzeba mieć dużo tupetu, by nadal jeszcze nastawiać się wtedy na małżeństwo. Małżeństwo jest Sakramentem miłości: daru. Miłość można zaczerpnąć jedynie z komunii z Bogiem-Miłością w sercu. Działania przeciw-rodzicielskie znieważają Boga-Miłość przez praktyki przeciw-miłości, wydając Boga – pożądliwości ciała, którą wysługuje się Zły, by Boży Obraz oderwać od swego Źródła.
D. ŚLUB Z MUSU ... |

Dziewczyna w ciąży, której przez dłuższy czas nie ma odwagi ujawnić, przeżywa przeróżne obawy. lęka się rodziców, boi się ujawnić swój stan partnerowi, niezwykle nieprzyjemne będzie ujawnienie jej stanu przed publicznością. Nie każda dziewczyna zdobywa się na tyle skruchy i miłości, by nie zamierzaną ciążę natychmiast zaakceptować i trwać na stanowisku macierzyństwa, wystawionego na widok – jako napiętnowane. Nie ma się co łudzić: każda ciąża w stanie panieńskim stawia dziewczynę przed nader trudnymi problemami. Jeśli pominąć poczęte Dziecko i jego ojca, to ona przeżywa cały ten czas jako potężny, przedłużający się stres. Czy oczekiwać cudu, by jej przeżycia miały nie rzutować dramatycznie na rozwój Owocu jej łona, gdy jej serce staje się widownią szamotaniny – od najczarniejszych myśli, po rezygnację i przyjęcie konsekwencji czynu ich dwojga?
Ślub wymuszony, którym ci dwoje usiłują zatrzeć ślady swego grzechu, jest pomyłką życiową. Miłość wymuszona stanie się klęską dla obojga, a tym bardziej dla zgłaszającego się Dziecka. Lepiej przeżyć dramat macierzyństwa w samotności, niż w małżeństwie „z musu” stać się przedmiotem szykan i przypominania, że był to ślub „z litości”. Kobiecie trudno wybronić się przed wznawianym potem szantażem: „Wziąłem cię z litości; teraz musisz mi ulegać; bo: Na co ja cię mam!?”
Nie powinno być wątpliwości co do postawy odnośnie do ślubu z musu, ani sytuacji: „... To się już musimy pobrać, bo i tak wszystko gotowe”. Oto migawka prosto z ‘życia’:
Kapłan zapytuje dziewczynę w krótkiej rozmowie tuż przed ślubem widząc, że ona wkrótce będzie rodziła: „Kiedy ma być wasz ślub?” Dowiaduje się, że ślub odbędzie się dziś po południu. Pyta dalej: „Czy ty go kochasz?”
– Dziewczyna: „Chyba nie ... !”
– Kapłan błaga: „Dziecko Drogie, nie wolno ci wychodzić za mąż w takich okolicznościach! Nie możesz się wiązać z kimś, kogo nie kochasz!”
– „Ale wszystko już gotowe do ślubu. Byłyby duże straty ... !”
– „Czymże są straty materialne wobec życia z kimś nie kochanym!? Powiedz odważnie gościom – i chłopcu, ojcu dziecka, że ślub odwołujesz, Każdy uzna tę decyzję za słuszną!”
– „Niestety, nie mogę. Byłby to wielki wstyd dla mnie i rodziny. Niech się dzieje, co się ma stać!”
Szantaż jest kompromitującym demaskowaniem właściwego oblicza danego człowieka. Człowiek, który najpierw ślubuje miłość, a potem szermuje szantażem, zadeptuje miłość na śmierć. Chociażby dla samego tego powodu, użycie szantażu nie może nie być grzechem – ciężkim przeciw Przykazaniu I, największemu i najważniejszemu: miłości Boga z całego serca, a bliźniego jak siebie samego.
Szczególnie jaskrawo ujawnia się to, gdy mąż zastrasza powiedzeniem: „Na co ja cię mam!? – To pójdę do innej!” Tego rodzaju słowa wyrażają nieomylnie, że mąż nie uważa małżonki za osobę, ale rzecz do eksploatowania. Jednakże człowiek nigdy nie przekształci się w „rzecz”: pozostaje osobą. Z kolei użyta groźba: „To pójdę do innej” wyraża gotowość zdrady małżeńskiej. Taki mąż stwierdza jaskrawo, że nie kocha małżonki. Traktuje ją jako zakontraktowane bydlę do seksualnego wyżywania się na nim. Dlatego tak łatwo mu przechodzić z jednej anonimowości: od żony zredukowanej do rzędu rzeczy – do innej kobiety, pożądanej też jedynie jako ‘ciało’ seksualne.
Są osoby, które sądzą, że kapłani nie znają gehenny mężatek, szantażowanych przez mężów. Tacy mężowie powołują się niekiedy na Pismo święte, że żona powinna być „poddana mężowi” i spełniać „obowiązek” małżeński (por. do tego: 1 Kor 7,3n; Ef 5,22n; dokładniej zob. wyż.: Wymuszanie stosunku z powołaniem się na Biblię). Jednakże „Kościół... nie dysponuje żadną bronią, tylko bronią ducha, bronią Słowa i Miłości” (RH 16). Cóż ma począć kapłan, gdy mężczyźni nie są łaskawi brać udział w konferencjach stanowych w czasie rekolekcji czy nawet misji świętych? Z kolei zaś narzeczeni traktują katechezę przedmałżeńską jako „zło konieczne”, nie przejmując się powagą wypowiadanych słów. I jak kapłan, a ogólniej: Kościół – ma dotrzeć do owych Mężczyzn-Mężów ze słowem stanowym? – Takie zaś zdanie o kapłanach, jakoby nie mieli pojęcia o rzeczywistych problemach małżeńskich, wyraża m.in. niewiasta, która usiłuje uświadomić kapłanowi ten problem:
[List: V.1999] „... Cóż mogą [kapłani] pomóc, jeśli nie znają tajemnicy błędów małżonków. Spowiednik nieraz niewłaściwie oceni postępowanie żony wobec męża, bo żona spowiada się tylko ze swoich grzechów, a o grzechach męża nie wspomina, bo mąż powinien sam za siebie się spowiadać. Mąż zaś nie spowiada się ze swojego postępowania, bo uważa, że żona winna być niewolniczo posłuszna mężowi, więc uważa swoje czyny za ... zgodne z postanowieniem Bożym. Występuje brak zrozumienia między Kościołem, a małżeństwem – i stąd są rozwody ...
– Pragnę pomóc Kościołowi w prowadzeniu małżonków ... i chociaż wstydzę się o tym mówić, to czynię to dla dobra Kościoła ...
– Oto jedna z migawek pożycia małżonków:
– Mąż wraca do domu pijany. Żona ze strachu zamyka się w pokoju. Mąż wyważa drzwi. Żona nie ma którędy uciec. wyskakuje oknem z drugiego piętra. Łamie nogę. W szpitalu – matka pyta córkę: ‘Dlaczego postąpiłaś tak nieroztropnie? Przecież mogłaś się zabić!’ – Córka na to: ‘Wcale nie myślałam, że będę żyć! Ale wolałam się zabić, aniżeli znosić tortury pijanego męża’. – Matka zabrała córkę ze szpitala, ponieważ z nogą w gipsie potrzebowała opieki.
– Przyszedł jednak mąż z pretensjami: ‘Żona powinna wrócić do domu, bo po to się żeniłem, żeby mieć żonę, a matka niech się do nas nie wtrąca, bo Pan Bóg postanowił, że z chwilą zawarcia małżeństwa młodzi opuszczają ojca i matkę i są oboje tylko dla siebie. Tylko ja mam prawo nią rządzić, a nie matka. Ja piję, bo mi się tak podoba – i wolno mi sobie wypić. A żona powinna mi być posłuszna, bo mi przysięgała wierność. Żona powinna być na każde moje żądanie, bez względu na to, czy może czy nie, bo po to się żeniłem, by mieć żonę na każde żądanie’ ...”
W tym wypadku skończyło się rozwodem. Mężczyźni powołujący się na Słowo Boże o „poddaniu żon mężom” niestety nie przyjmują do wiadomości, że to samo Słowo Boże, w tychże przytoczonych zdaniach, mówi ponadto o tym, czego tamci nie chcą przyjąć do wiadomości:
„Bądźcie sobie wzajemnie poddani – w bojaźni Chrystusowej” (Ef 5,21).
„Mężowie, miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie, aby go uświęcić” (Ef 5,25n).
Miłość jest poświęceniem Siebie samego, nigdy zaś tego drugiego! Mąż winien tak miłować małżonkę „dla niej samej”, by siebie samego wydać – nawet na Ukrzyżowanie, żeby małżonka mogła być „święta, nieskalana” (Ef 5,27). Stwierdzaliśmy wielokrotnie, że miłość odznacza się dynamizmem OD-środkowym: jest byciem-‘dla’ tego drugiego, umiłowanego „dla niego samego”. Życzy dobra, mieszczącego się w pasmie miłości Boga i Jego Przykazań.
Przykazania Boże są stałym odniesieniem wyjściowym i docelowym przy ocenie tego, co mieści się lub nie – w ramach miłości. Stałym zaś drogowskazem w wątpliwościach pozostaje zasada Piotra: „Rozsądźcie, czy słuszne jest w oczach Bożych bardziej słuchać was niż Boga” (Dz 4,19). Oraz: „Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi” (Dz 5,29). Powoływanie się mężczyzn na wyrafinowaną, przekręconą interpretację Pismo świętego graniczy z bluźnierstwem, jeśli nie grzechem przeciw Duchowi Świętemu. Grzech taki jest trudny do odpuszczenia, jeśli już pominąć V-ty warunek dobrej Spowiedzi świętej: „... zadośćuczynienie Bogu i bliźniemu”.
Toteż miłość prawdziwa, która życzy ostatecznie Boga, każe dziewczynie nie dopuścić chłopca do dalej posuniętej intymności – pomimo obaw, że ją dlatego właśnie porzuci. Powoływanie się na Przykazanie miłości, że „Przykazanie Boże każe nam się kochać” stąd też musimy współżyć w ‘imię miłości bliźniego’ – jest grubo szytą sofistyką. Właściwy sens Przykazania miłości ukazuje ponad wątpliwość kontekst wypowiedzi Chrystusa, w którym podkreślona jest hierarchia miłości:
„Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna i córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien” (Mt 10,37; zob. Łk 14,26).
Poza tym Jezus wskazuje niezmiennie na zachowanie Przykazań jako sprawdzian miłości do Boga:
„Kto ma Przykazania moje i zachowuje je, ten Mnie miłuje ...
Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i będziemy u niego przebywać. Kto Mnie nie miłuje, ten nie zachowuje słów moich ...” (J 14,21.23n; por. VSp 119).
Ogólne Przykazanie „kochania” bliźnich zostało w Nowym Testamencie, ale też już w Starym Testamencie wielokrotnie dokładniej określone nakazami szczegółowymi, których poprawne rozumienie zapewnia ponadto niezmienne nauczanie Kościoła. Nikt uczciwie myślący nie będzie miał wątpliwości odnośnie do tego, co w przypadku odniesień płciowych jest lub nie jest miłością. Nie jest zaś zadaniem Kościoła zmienianie Słowa Bożego, ani ustanawianie czegoś nowego w dziedzinie seksualizmu, lecz „słuchanie” tegoż Słowa Bożego i jego „wypełnianie” (Łk 8,21).
E. MIŁOŚĆ – PRZECIW-MIŁOŚĆ – MORD ... |

Następstwo wydarzeń |
Gdy chłopiec i dziewczyna zaczną się ‘kochać’ i dojdzie do zainicjowania ciąży, niejedna dziewczyna, zastanawiając się w przystępie rozpaczy: „Co teraz...?”, zaczyna rozglądać się za jakimś sposobem pozbycia się dziecka – swojej oraz ich obojga ... miłości. Nagła zmiana statusu: z panieństwa – w macierzyństwo bez ślubu, staje się zwłaszcza dla niej nad wyraz nie pożądanym owocem ich nie do końca przemyślanego działania. Nietrudno wtedy o tragiczny dalszy bieg wydarzeń w konsekwencji pierwszego nie-posłuchania Boga.
Zaczyna uaktywniać się typowe znamię „grzechu jako grzechu”: niemal natychmiast dochodzi do „przerzutów” na inne zakresy działań i Przykazań. Najpierw oboje wmawiają sobie, że intymne pieszczoty płyną z prawdziwej miłości, bo oboje ‘się’ [siebie samych, egoistycznie] mocno kochają. Ale wtedy łatwo się sprawdza w znaczeniu dosłownym Słowo Boże: „Zapłatą za grzech jest śmierć” (Rz 6,23)! Można by tu przywołać fragment Listu do Rodzin Jana Pawła II (1994 r.):
„... Tak więc z pewnością przeciwna jest cywilizacji miłości tak zwana ‘wolna miłość’ – tym niebezpieczniejsza, że zwykle sugeruje się przy tym oparcie na tak zwanym ‘prawdziwym’ uczuciu. Sugestią taką w gruncie rzeczy niszczy się miłość. Ileż rodzin uległo rozbiciu z tego właśnie powodu! Sugestia, aby iść zawsze za ‘prawdziwym’ uczuciem, chociaż pozornie służy miłości ‘wolnej’, naprawdę czyni człowieka niewolnikiem ... ludzkich namiętności i instynktów.
– ‘Wolna miłość’ wykorzystuje ludzkie słabości, dostarcza im pewnej ‘oprawy’ szlachetności przy pomocy środków uwodzenia, a także doraźnej aprobaty opinii publicznej. Usiłuje ona w ten sposób ‘uspokoić’ wyrzuty prawego sumienia. Usiłuje stworzyć ‘moralne alibi’. Nie bierze jednak pod uwagę wszystkich konsekwencji, jakie z tego wynikają, zwłaszcza gdy cenę – oprócz współmałżonka – płacą dzieci, które – pozbawione własnego ojca czy matki – zostają skazane na faktyczne sieroctwo, chociaż prawdziwi rodzice nadal żyją” (LR 14).
Innym mianem nie-miłości jest nie-życie: śmierć. Nawet wtedy, gdy śmierć – ta pierwsza, a może już z pogranicza śmierci „wtórnej” (Ap 2,11; 20,6.14; 21,8) nie narzuca się jeszcze w sposób zbyt oczywisty. Jej sygnałem jest poczucie pogardy dla siebie, towarzyszące grzechowi. Stąd obrzydzenie do siebie, poczucie niegodności, rozpacz. U niektórych pojawia się agresywność, swoiste uzewnętrznienie dramatu rozgrywającego się w duszy w pionie: Bóg – a człowiek. Są to przeciw-owoce miłości, ślady faktu, że tędy przeszedł szatan – w przeciwieństwie do „owoców Ducha Świętego”: miłości, radości, pokoju (Ga 5,22n).
Następstwo faktów po zaistnieniu ciąży układa się nierzadko według scenariusza dobrze zakorzenionego w królestwie Szatana. Partnerzy poszukują doznań, które usiłują nazwać miłością. Realizują to przez przeciw-miłość, łudząc się że się kochają. Ostateczną konsekwencją odżegnania się od miłości w jej Bożym rozumieniu jest rzeczywistość straszna: śmierć życia Bożego w sercu ich obojga, a w drugiej kolejności śmierć biologiczna zadana Dziecku ich „kochania się”. Zamiast realizować miłość jako dar oddający siebie aż do daru życia dla umiłowanego, ‘poświęcają’ – zabijając – bliźniego: Dziecko tej ich „miłości”.
Gdzie kiedyś on i ona zapalą świecę w Dzień Zaduszny temu Małemu, gdy sami przyłożyli macierzyńsko-ojcowską dłoń do jego zgładzenia? Dokonują tego przez przerywanie ciąży, wysługując się obcym mieczem, jak niegdyś Dawid, który po żenującym cudzołóstwie z Batszebą zabił „mieczem Ammonitów” niewygodnego jej męża Uriasza (2 Sm 12,9).
– Dopuszczają się zabójstwa może przez doradzenie przerywania ciąży, względnie przyprowadzenie do miejsca kaźni, gdzie życie miano ratować, podczas gdy tam strugami płynie Krew Niewinnych. Wspomnieliśmy już, jak pewien lekarz zwrócił się do kolegi po fachu, ginekologa-mordercy: „Panie doktorze, zgodnie z przysięgą mamy ratować życie, a nie zabijać Nienarodzonych”. W odpowiedzi usłyszał: „Panie kolego! Skrupuły pojawiają się za pierwszym razem. Potem to już leci ...!”
– A oto nieunikniony głos Boga i Boże zapytanie:
„... ‘Gdzie jest brat twój, Abel’? – On [Kain] odpowiedział: ‘Nie wiem! Czyż jestem stróżem brata mego’? – Rzekł Bóg: ‘Cóżeś uczynił? Krew brata twego głośno woła ku Mnie z ziemi’ ...” (Rdz 4,9n).
To Boże zapytanie po popełnionym grzechu przerywania ciąży omawia w swej encyklice Evangelium Vitae Jan Paweł II. Pytanie to wraca na przestrzeni całej Encykliki jak refren – w obliczu powszechnego spadku wrażliwości moralnej współczesnych ludzi i prawnej akceptacji w coraz innych państwach praktyk przeciw-rodzicielskich, a nawet wprost zabijania Nie-Urodzonych (por. EV 7-24.53-74; itd.).
Ktoś inny doprowadza do zabójstwa dziecka przez nękające szykanowanie dziewczyny-matki. Ta w końcu nie wytrzymuje psychicznie i dopuszcza się zbrodni.
– Ktoś inny przykłada zbrodniczą rękę do niszczenia dziecka przez doradzenie lub stosowanie zastrzyku „na wywołanie”, zaleca „zabezpieczenie się” kształtką, stosowanie środków hormonalnych. Grzechy te obciążają sumienie matki, ojca i wszystkich, którzy współpracowali w zgładzeniu dziecka.
– Zdarza się, że własna matka doradza, a nawet wręcz nakazuje córce [zamężnej lub nie] założenie spirali itp. Przemilczenie tego grzechu przy Spowiedzi świętej sprawia, że rozgrzeszenia wówczas nie ma, a Sakrament zostaje znieważony świętokradztwem.
– Z owymi zaś Zabitymi wszyscy wymienieni się spotkają. Zamordowane Dzieci nadal Żyją, ale już w wieczności: „Wieczny odpoczynek racz im dać, Panie ...! ”
W przypadku przerywania ciąży w wyniku zabiegu, wszyscy bezpośrednio współpracujący, tj. ojciec dziecka jeśli wyraził zgodę, dał pieniądze, namówił, i wszyscy pozostali, bez których udziału do zbrodni by nie doszło, popadają w ekskomunikę (zob. EV 62). Pociąga ona za sobą szereg skutków prawnych w życiu w Kościele. Przykre jest zwłaszcza wykluczenie z czynnego uczestnictwa w Eucharystii (dokładniej zob. wyż.: Kościelna kara ekskomuniki).
Zdarza się, że dziewczyna-matka ostatecznie nie wyciągnie ręki na życie dziecka – i wyda je na świat. W bezpośrednim następstwie zaistniałego nowego człowieka pojawia się obowiązek sumienia wobec Boga, siebie nawzajem oraz dziecka, by je wychować i wykształcić. Obowiązek ten spoczywa tak na ojcu, jak i na matce:
„Płodność miłości małżeńskiej nie zacieśnia się ... do fizycznego rodzenia dzieci, choćby nawet była pojmowana w swym specyficznie ludzkim wymiarze: poszerza się i ubogaca wszelkimi owocami życia moralnego, duchowego i nadprzyrodzonego, jakie ojciec i matka z racji swego powołania winni przekazać w darze Dzieciom, a poprzez dzieci, Kościołowi i światu” (FC 28).
„Stawszy się rodzicami, małżonkowie otrzymują od Boga Dar nowej odpowiedzialności. Ich miłość rodzicielska ma się stać dla dzieci widzialnym znakiem tej samej miłości Boga, ‘od którego bierze nazwę wszelkie ojcostwo na niebie i na ziemi’ ...” (FC 14; zob. LR 16).
Słowa te nawiązują do statusu małżonków. Jednakże taka sama odpowiedzialność wiąże tym bardziej partnerów przed-małżeńskich. Chociażby sądy cywilne zwolniły ojca od wypłacania alimentów, w obliczu Boga zaciągnął on obowiązek sumienia: materialnego utrzymywania dziecka, jego wyżywienia, wykształcenia, jak i swej własnej twórczej obecności w procesie wychowawczym, zapewnienia warunków dojrzewania fizycznego i psychicznego.
Piątym zaś warunkiem dobrej Spowiedzi świętej jest: zadośćuczynienie Bogu i bliźnim. Nieważne byłoby rozgrzeszenie oraz świętokradztwem, gdyby ojciec przemilczał swoje ojcostwo, względnie uchylał się od utrzymywaniu i wychowywaniu potomstwa, lub zwalniał się raz po raz od świadczenia sprawiedliwej pomocy materialnej matce i dziecku.
Akcja S.O.S. i postawa w obliczu „kultury śmierci” |
Wypada wspomnieć o zorganizowanej w Kościele naszej Ojczyzny akcji S.O.S. dla ratowania Nie Urodzonych. Uprasza się mianowicie matki, które nie chcą mieć swego poczętego dziecka, by je jednak wydały na świat, po czym umożliwia się jego natychmiastową Adopcję przez oczekujące na takie dzieci małżeństwa bezdzietne, lub już mające dzieci. W Diecezjalnych Domach S.O.S zapewnia się matkom z dzieckiem opiekę materialną i lekarską oraz warunki do urodzenia i wykarmienia niemowlęcia – jeśli zechcą, po czym mogą odejść w świadomości, że dziecko znajdzie się w dobrych rękach. Informacji udzielają urzędy parafialne.
Również w wielu innych krajach zorganizowane są podobne Instytucje i Dzieła dla Ratowania Życia nie Urodzonych Dzieci. Wszędzie znajdują się dobre ludzkie serca, gotowe przyjść Zagrożonym z pomocą, nie szczędząc trudu i wydatków, bez których się nie obejdzie. Są to jedne z najszczytniejszych „Czynów Miłosiernych co do ciała i duszy’. Bóg o tym nie zapomni, jeśli czynom tym towarzyszy intencja podejmowania tych trudów „ze względu na Chrystusa”.
Ratowanie zagrożonego Życia ludzkiego w sytuacji przedporodowej nasuwa wiele innych spraw, które wypada zasygnalizować w związku z rozpowszechniającą się „kulturą śmierci”. Rodzice winni sobie uświadomić, że żadne wskazania lekarskie i żadne orzeczenie komisji lekarskich nie jest władne obalić któregokolwiek z Bożych Przykazań, w tym Przykazania V: „Nie będziesz zabijał”.
– Z góry też jako działanie bluźniercze trzeba uznać wszelkie domaganie się ‘referendum’ nad treścią Przykazań (por. VSp 81n.96n.104.111n; EV 68-74.90). Nie pomogą żadne naciski polityczne i gospodarcze, podejmowane przez rzekomo ‘jednoczące się’ organizmy międzynarodowe. Jakiekolwiek ustawodawstwo sprzeczne z treścią któregokolwiek z Bożych Przykazań jest z góry pozbawione mocy obowiązującej i wiążącej. Nigdy też nie upoważnia ono do jakiegokolwiek działania sprzecznego z Bożym Prawem, za którym zawsze stoi Bóg, który jest Miłością również wtedy, gdy swemu Żywemu Obrazowi: mężczyźnie i kobiecie, proponuje Dziesięcioro swoich Przykazań.
Domaganie się i uchwalanie ustaw sprzecznych w tym wypadku z V Przykazaniem staje się równoznaczne z postawieniem Boga w stan oskarżenia, by Go zmusić do ‘wytłumaczenia się’ przed człowiekiem, który przystępuje do osądzenia Boga, by Go „przywołać do porządku”. Są to zawsze grzechy w typie grzechu Szatana jako Szatana, dla których nie ma rozgrzeszenia. Podobnie też w zasadzie nie ma rozgrzeszenia dla biorących udział w agitacji i reklamie za przerywaniem ciąży, za stosowaniem antykoncepcji, szczególnie środków poronnych itd. Oczywiście chyba że ktoś spełni wszystkie warunki Dobrej Spowiedzi świętej, tzn. naprawi zło wyrządzone społeczeństwu i Bogu – w tym wypadku przynajmniej przez równie publiczne odwołanie swych wypowiedzi.
Tym bardziej bezprzedmiotowe dla uzasadnienia przerywania ciąży są „wskazania społeczne”: brak mieszkania, dobre imię, kontynuacja nauki, młodociany wiek itp.
– Co więcej, ponieważ chodzi o Przykazanie, którego Autorem nie jest człowiek lecz Bóg, nigdy nie można się powołać na jakiekolwiek schorzenie dziecka, w tym również genetyczne i inne, jako ‘wskazanie lekarskie’ do przerywania ciąży. Przewidywane ewentualne poważne schorzenia potomstwa są uprawnionym wskazaniem do odkładania poczęcia poprzez korzystanie z wiedzy o biologicznym rytmie płodności, ale nie ingerowania w życie już poczętego Człowieka.
Na tym tle rysuje się nowe zagadnienie. Coraz częściej pojawiają się w różnych krajach przypadki wniesionego przez matki oskarżenia sądowego wytaczanego lekarzowi, który przy badaniu prenatalnym nie wydał orzeczenia o schorzeniu wzrastającego Dziecka, w oparciu o którą matka mogła dokonać ‘legalnie’ mordu na Dziecku.
– Podobny wydźwięk ma wprowadzane w niektórych krajach okrutne prawo, iż instytucja Ubezpieczenia Społecznego odmawia wypłacania zasiłku chorobowego itd. na Dziecko, u którego badania prenatalne wykazały poważne schorzenie. Jest to swoista ‘kara’ wymierzona rodzicom, a zwłaszcza matce – za to, iż Dziecka swego nie zamordowała przed porodem. Kara ma polegać na odmówieniu jej wszelkiej pomocy społecznej związanej z opieką i leczeniem niepełnosprawnego lub nie w pełni rozwiniętego Dziecka.
– Przykład ten świadczy, jak okrutne się staje oblicze ‘cywilizacji śmierci’, która zatacza coraz szersze kręgi. Odchodzenie od Boga i Bożych Przykazań staje się otwieraniem się coraz bardziej na oścież na królestwo Szatana i jego anty-ład: coraz mocniejszych próbek tego, co z chwilą śmierci zacznie się dla tych, którzy tego chcą. Będzie to już tu na ziemi przedsmakiem życia wiecznego – w wiecznym potępieniu.
Wypada wspomnieć o sytuacji matki z Dzieckiem w następstwie dokonanego na niej gwałtu. Poczęte w takich okolicznościach Dziecko nie jest oczywiście ‘winne’ swemu poczęciu. Tym samym nigdy nie znajdzie ‘usprawiedliwienia’ jakikolwiek zamach na jego Życie. Ukarać trzeba sprawcę gwałtu, a nie poczęte Dziecko. Pod żadnym warunkiem z kolei nie można Dziecka określić mianem „niesprawiedliwego agresora”, którego by można było ewentualnie nawet zabić w obronie własnej (por. EV 58)!
Zagadnienie macierzyństwa w przypadku gwałtu podejmuje Ojciec święty Jan Paweł II w swym Liście Apostolskim (1993 r.) skierowanym do Arcybiskupa Sarajewa w czasie trwającej wtedy wojny w Bośni i Hercegowinie. Warto zastanowić się nad jego treścią. Oto wyjątek Listu:
„Jest szczególnym nakazem chwili, aby Pasterze i wszyscy wierni odpowiedzialni ... zajęli się sytuacją Matek – kobiet zamężnych i niezamężnych, które padły ofiarą gwałtów, zadanych pod wpływem nienawiści rasowej i brutalnej żądzy. Kobiety te, doznawszy tak dotkliwego upokorzenia, muszą teraz spotkać się ze zrozumieniem i solidarnością ze strony swych społeczności. W tak bolesnej sytuacji trzeba im pomóc w dostrzeżeniu różnicy między aktem godnej potępienia przemocy, zadanej przez ludzi zabłąkanych na manowcach rozumu i sumienia, a rzeczywistością nowych istot ludzkich, których życie poczęło się w takich okolicznościach. Jako stworzone na Obraz Boży, także te nowe istoty zasługują na szacunek i miłość, jak każdy inny członek Ludzkiej Rodziny.
– Z całą stanowczością trzeba będzie w każdym razie przypominać, że mające się narodzić dziecko nie ponosi żadnej odpowiedzialności za to, co się wydarzyło i co zasługuje na potępienie. Jest zatem niewinne i nie może być w żadnym wypadku uważane za agresora.
– Cała Wspólnota powinna zatem otoczyć opieką kobiety tak dotkliwie poniżone, oraz ich rodziny, aby pomóc im w przekształceniu aktu przemocy – w akt miłości i otwarcia się na nowe Życie. Ewangelia przypominam nam, że na przemoc nie należy odpowiadać przemocą [Mt 5,38-41]. Na barbarzyństwo nienawiści i rasizmu trzeba odpowiedzieć mocą miłości i solidarności ... [Rz 12,17-21]” .
Widzimy, że Ojciec święty jako Namiestnik Chrystusa jedynie przypomina, iż wszelka ludzka władza kończy się wraz z zaistniałym poczęciem:
„Nietykalność osoby, będąca odzwierciedleniem nietykalność samego Boga, wyraża się przede wszystkim i w sposób zasadniczy w nietykalności ludzkiego Życia. Powszechne, skądinąd słuszne, wystąpienia w obronie ludzkich praw ... są fałszywe i złudne, jeśli nie staje się z największą determinacją w obronie prawa do Życia, będącego pierwszym i podstawowym prawem osoby ludzkiej...
– Kościół nigdy nie skapitulował w obliczu wszelkiego rodzaju gwałtu nieustannie zadawanego przysługującemu każdej osobie ludzkiej prawu do Życia ... Prawo to przysługuje istocie ludzkiej we wszystkich fazach jej rozwoju, od chwili poczęcia do naturalnej śmierci, i we wszelkich warunkach, a więc niezależnie od tego, czy jest zdrowa czy chora, w pełni sprawna czy upośledzona, bogata czy biedna ...” (ChL 38; CA 47.39).
Taka sama postawa: bezwzględnej obrony poczętego Życia, niezależnie od jego kondycji, dotyczy również przypadków, gdy np. któryś lekarz zastrasza rodziców, że dziecko urodzi się niewydolne, z wodogłowiem lub deformacjami. Przykazanie V jest Przykazaniem Bożym: trzeba by być Bogiem, żeby stać się władnym do obalenia Bożego Przykazania. Toteż chociażby rodzice mieli pewność 100%, że dziecko urodzi się niedorozwinięte, jako potworek, stanie się męczarnią dla siebie i dla nich, trzeba je otoczyć najwyższą miłością rodzicielską – jako chorego Pana Jezusa:
„Kto by przyjął jedno takie dziecko w imię Moje, Mnie przyjmuje” (Mt 18,5).
„Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci Moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,40.45).
Z tego względu nie do przyjęcia z punktu widzenia etycznego – jako zawsze niegodziwe – są zabiegi inżynierii genetycznej, obliczone NIE na leczenie, lecz np. „wyhodowanie” człowieka zaprogramowanego. Zdecydowanego odrzucenia wymagają badania prenatalne [przedporodowe], które zmierzałyby nie do leczenia, lecz kwalifikowania do ‘eliminowania’ dzieci chorych, względnie np. których przewidywana płeć nie odpowiada ‘zamówieniu’ rodziców (DoV, zwł. cz.I/2-4.II/8-7; ChL 38; EV 14n.63.89). Jan Paweł mówi o dzieciach upośledzonych m.in.:
„Kościół jednakże mocno wierzy, że Życie ludzkie, nawet gdy słabe i cierpiące, jest zawsze wspaniałym darem Bożej dobroci. Przeciw pesymizmowi i egoizmowi, zaciemniającym świat, Kościół opowiada się za Życiem: w każdym życiu ludzkim umie odkryć wspaniałość owego ‘tak’, owego ‘Amen’, którym jest sam Chrystus. Owemu ‘nie’, które zalewa i gnębi świat, przeciwstawia to żyjące ‘tak’, broniąc w ten sposób człowieka i świat przed tymi, którzy czyhają na Życie i zadają mu śmierć.
Kościół jest powołany do tego, aby wszystkim ukazać na nowo, z coraz większym przekonaniem, swoją wolę rozwijania wszelkimi środkami Życia ludzkiego i bronienia go przeciw jakimkolwiek zasadzkom, niezależnie od stanu i stadium rozwoju, w którym się ono znajduje” (FC 30).
Ojciec święty podkreśla posłannictwo miłości Kościoła, w przeciwieństwie do szerzącej się „kultury śmierci”:
„Przyjmując z miłością i wielkodusznie każde ludzkie życie, zwłaszcza wtedy, gdy jest ono wątłe i chore, Kościół realizuje zasadniczy wymiar swego posłannictwa, tym bardziej potrzebnego, im bardziej dochodzi do głosu ‘kultura śmierci’ ...” (ChL 38; zob. CA 39; EV 15.63.68; itd.).
Zadanie obrony życia spoczywa szczególniej na pewnych grupach osób świeckich, jak rodzicach, Służbie Zdrowia, sprawujących władzę (ChL 38; CA 39). Jest to jednak również zadanie rodziny:
„W Rodzinie ... szczególną troską winno być otoczone Dziecko ... – Odnosi się to do każdego dziecka, ale szczególnie ważkie staje się wobec dziecka małego, wymagającego opieki całkowitej, wobec dziecka chorego, cierpiącego lub upośledzonego” (FC 26).
„Właśnie dlatego, że miłość małżonków jest szczególnym uczestnictwem w Tajemnicy Życia i Miłości samego Boga, Kościół ma świadomość, że otrzymał specjalne posłannictwo strzeżenia i ochraniania tak wielkiej godności małżeństwa i tak wielkiej odpowiedzialności za przekazywanie Życia ludzkiego” (FC 29).
„Trzeba odkryć na nowo, że Rodzina jest sanktuarium Życia. Istotnie bowiem jest ona święta: jest miejscem, w którym Życie, dar Boga, może w sposób właściwy być przyjęte i chronione przed licznymi atakami... Wbrew tak zwanej kulturze śmierci, Rodzina stanowi ośrodek kultury Życia” (CA 39).
Oraz:
„Niektórzy pytają, czy warto żyć, czy też nie byłoby lepiej w ogóle się nie narodzić; wątpią, czy godzi się powoływać innych do życia, skoro być może będą oni złorzeczyć, że wypadło im istnieć w okrutnym świecie, którego grozy nie można nawet przewidzieć...
Jeszcze inni... dochodzą w końcu do tego, że już nie rozumieją duchowego bogactwa nowego Życia ludzkiego i odrzucają je. Ostateczna racja takiej mentalności, to brak Boga w sercach ludzi, Boga, którego miłość jedynie jest silniejsza od wszelkich możliwych obaw świata, i tylko ona może je przezwyciężyć” (FC 30).
I jeszcze fragment z Listu do Rodzin, w nawiązaniu do IV-go Przykazania:
„Rodzicielstwo stwarza sobie tylko właściwe współistnienie i współdziałanie samodzielnych osób. Odnosi się to w sposób szczególny do matki, kiedy poczyna się Nowy Człowiek. Pierwsze miesiące jego bytowania związane z łonem matki stwarzają szczególną więź, która w znacznej mierze ma już charakter wychowawczy. Matka, już w prenatalnym okresie kształtuje nie tylko organizm dziecka, ale pośrednio całe jego człowieczeństwo ...
Mężczyzna-ojciec nie bierze w tym procesie bezpośredniego udziału. Powinien się jednak świadomie zaangażować w oczekiwanie mającego się narodzić dziecka ...” (LR 16).
I w związku z Rodziną jako „Kościołem domowym”:
„... ‘Być razem’ na sposób Rodziny. Być wzajemnie dla siebie. Stwarzać wspólnotową przestrzeń afirmacji każdej osoby, każdego człowieka dla niego samego, to znaczy dlatego, że jest ‘tym właśnie’ człowiekiem. Bywa to człowiek czasem ułomny, niedorozwinięty, taki, jakiego tak zwane ‘postępowe’ społeczeństwa wolałyby nie mieć. Rodzina też może się stawać podobna do tego społeczeństwa. Może się stawać ‘postępowa’ w tym, że ludzi starych, kalekich i chorych po prostu pospiesznie się pozbywa. Dzieje się tak z powodu braku wiary w Boga, w tego Boga, dla którego ‘wszyscy... żyją’ [Łk 20,38]. Żyją, ponieważ są powołani w Nim do pełni Życia” (LR 15).
