UWAGA:
Otwieramy kolejne okno „Utilities – Użyteczności”, zatytułowane „Świadectwa”. Pragniemy stworzyć w ten sposób szansę podzielenia się swymi szczególnie głębokimi przeżyciami wewnętrznymi, które mogą zaowocować zachętą dla innych w trwaniu, ewentualnie powrocie do jedynego Odkupiciela Człowieka, Jezusa Chrystusa. Jednym z zasadniczych warunków całkowitego powrotu do Chrystusa, a tym samym pełnego zdrowia fizycznego i duchowego, jest dogłębne przeżycie pojednania z Bogiem w Sakramencie Pojednania, zwanym przez samego Chrystusa: Trybunałem MIŁOSIERDZIA. Najłatwiejszą drogą do podjęcia tego kroku stwarza każdorazowo Maryja, Niepokalana Matka Odkupiciela, dana nam na Matkę przez odchodzącego do Ojca Jej Boskiego Syna (J 19,27).
Praktyki uzdrowicielskie ‘bio-energo-terapeutów’ ? |
1. Podstępne działanie Szatana poprzez praktyki ‘uzdrowicielskie’ |
Podstęp szatana
Oto świadectwo (styczeń 2009 r.) osoby, która w przeciągającej się trudnej sytuacji zwróciła się za namową ‘życzliwych osób’ o pomoc do ‘Uzdrowiciela’. Jak się jednak okazało, ten służył nie Bogu, lecz ZŁEMU: Szatanowi. Według zaś słów samego Jezusa, Szatan potrafi swymi sztuczkami, przepowiedniami, a nawet ‘uzdrowieniami’ i ‘cudami’ zwieść wielu, jednocześnie blokując na wszelkie sposoby całkowity powrót do jedynego Źródła Uzdrowienia i Zbawienia, jakim jest sam tylko Jezus Chrystus (por. Mt 24,4n11.23-28).
Świadectwo to, niechaj będzie ostrzeżeniem przed oddawaniem się działaniom wszelkich praktyk uzdrowicielskich bioenergoterapeutów, wróżbitów, jasnowidzów, a także innych mocy mających podłoże demoniczne – magii, kart tarota, jogi itp. Szatan tylko czeka, aby wykorzystać nieświadomość człowieka i pochłonąć go w ciemnościach.
Tylko Jezus może uleczyć człowieka z wszelkich chorób ciała i duszy. Jezus jest lekarstwem na wszystko.
Żaden człowiek nie ma prawa podawać się za uzdrowiciela, a tym bardziej ten, który pobiera za swe usługi opłatę. W dzisiejszych czasach aż roi się od pseudo-uzdrowicieli, bioenergoterapeutów, radiestetów, którzy wykorzystują naiwność ludzką i bogacą się przy tym, a co najgorsze wpędzają ludzi w sidła szatana! Dużą w tym rolę odgrywają również media – poprzez emitowanie filmów nawet dla dzieci, w których zawarte są wątki magii, wróżenia, jasnowidzenia i leczenia nieznaną energią, a to jest droga do piekła. Szatan jest bardzo przebiegły. Do tego stopnia, że przekracza progi kościoła! Kilkanaście lat temu znany „uzdrowiciel” ściągał wiele setek, a nawet tysięcy ludzi do kościołów, wykorzystując ich wiarę, obiecując uzdrowienie z wszelkich chorób. Ludzie chorzy nie zdawali sobie z tego sprawy i uważali, że idąc do uzdrowiciela działającego w samym Domu Bożym, nie robią nic złego.
Tak też i ja nieświadoma zła, które na mnie czyhało, zupełnie przypadkiem znalazłam się u osoby, która zajmowała się radiestezją, bioenergoterapią i jak się później okazało – jasnowidzeniem.
„Nie będziecie się zwracać do wywołujących duchy ani do wróżbitów. Nie będziecie zasięgać ich rady, aby nie splugawić się przez nich. Ja jestem Pan, Bóg wasz!” (Kpł 19,31).
Zacznę od początku. Podczas nauki w liceum dosyć poważnie zachorowałam, lekarz podejrzewał, że choroba pojawiła się o wiele wcześniej w szkole podstawowej, lecz wykryta została dopiero w drugiej klasie szkoły średniej. Nie była to choroba zagrażająca życiu, lecz wiązała się z wieloma poważnymi powikłaniami i przeszkadzała mi w normalnej egzystencji. Jednak mimo wszystko ukończyłam liceum, a po maturze okazało się, że nie powinno już być nawrotu choroby. Rozpoczęłam studia na kierunku takim, jaki sobie wymarzyłam. Ukończyłam je z najlepszymi ocenami, pochwałami i nagrodami. Wtedy mogłam zdziałać wszystko, niczego się nie bałam. Otrzymałam pierwszą pracę – staż.
Po odbyciu stażu powróciły objawy choroby, które mi znów dokuczały. Poznałam koleżankę, która dowiedziała się o moich dolegliwościach i powiedziała, że zna osobę, która może mi pomóc. Przekonywała mnie, że również i jej pomogła, aż w końcu dałam się namówić. Od tamtej chwili życie moje zamieniało się powoli w piekło.
– Jak już wcześniej wspomniałam: osoba, do której się udałam, zajmowała się radiestezją i bioenergoterapią. Przedtem nie interesowałam się tymi zagadnieniami, więc nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak poważne mogą być konsekwencje. Po pierwszej wizycie osoba ta stwierdziła, że nie może od razu zlikwidować moich dolegliwości, więc potrzeba będzie jeszcze kilku wizyt. Oczywiście wszystko to odbywało się za opłatą. Już wtedy mogłam uciekać i nigdy tam nie wracać. Przy kolejnej wizycie usłyszałam, że wokół mnie jest zła energia i trzeba ją odblokować, wtedy dolegliwości moje ustąpią. Wykorzystywane było do tego również wahadełko. Nie zdawałam sobie też sprawy z tego, że tym sposobem otworzyłam drogę szatanowi. W tym samym czasie osoba ta zaczęła przepowiadać moją przyszłość. Nie wierzyłam w to co mówi, gdyż wydawało mi się to jakieś dziwne, skąd może wiedzieć co kogoś czeka, przecież tylko Pan Bóg wie, co wydarzy się w życiu każdego z nas.
„Nie znajdzie się pośród ciebie nikt, kto by przeprowadzał przez ogień swego syna lub córkę, uprawiał wróżby, przepowiednie i magię; nikt, kto by uprawiał czary, pytał duchów, wywoływał umarłych. Obrzydliwy jest bowiem dla Pana każdy, kto to czyni” (Pwt 18,10nn; por. Kpł 20,1-7).
Usłyszałam, że niedługo poznam kogoś – chłopaka i otrzymam nową pracę (wskazane było nawet miejsce pracy, wygląd pomieszczeń itd.). Tak też się stało. Człowiek, który pojawił się tak niespodziewanie, spowodował tylko zamęt w życiu moim, a także domowników. Zaczęły się dręczenia psychiczne (głuche telefony, obserwowanie itp.). Trwało to ponad dwa lata.
– Zamknęłam się w sobie, unikałam znajomych, rzadko wychodziłam z domu. Każdego dnia towarzyszył mi lęk, czułam obecność kogoś w pobliżu, przy tym ogromny strach. Bałam się gasić światło w pokoju, bo wtedy lęk się nasilał. Pojawił się stan depresyjny, okropny smutek, nic mnie nie cieszyło. Nie było dnia, żebym nie płakała – tak bez powodu. Nie potrafiłam sobie z tym poradzić, nie pomagały również leki uspokajające. To było okropne.
– Udałam się do psychologa, lecz nie potrafił określić przyczyn mojego stanu. Po jakimś czasie otrzymałam pracę, wszystko się zgadzało z tym, co wcześniej przepowiedział bioenergoterapeuta, nawet wygląd budynku. Gdy zostałam przyjęta, na początku bardzo się cieszyłam, lecz za chwilę znów powrócił stres i niepokój.
– Okazało się, że pracownicy prześladowani byli przez pracodawcę, krótko mówiąc była bardzo duża rotacja. Praca ta była na czas określony, lecz doprowadziła mnie wtedy do kolejnego załamania. Stwierdziłam, że nie będę marnowała zdrowia i znalazłam sobie na chwilę inne zajęcie, żeby się tylko z tego miejsca wydostać, tak jak zrobiła to zresztą większość tam pracujących osób.
Nie skojarzyłam jeszcze, że to właśnie szatan był tego sprawcą, więc przy kolejnej wizycie u bioenergoterapeuty usłyszałam nagle, nie pytając się o nic, że otrzymam stałą pracę w innym zakładzie. Tak też się stało. W tym samym czasie nadal borykałam się z problemem poznanego chłopaka, który doprowadzał mnie do rozpaczy. Wpadłam w rytm pracy, gdyż ta, którą otrzymałam, okazała się również na początku strzałem w dziesiątkę. Pracowałam nawet po 12 godzin. Podobała mi się atmosfera tam panująca, a więc nie przeszkadzało mi to, że zostawałam tak długo. Szybko zyskałam uznanie otoczenia i awansowałam pod różnymi względami.
– Wtedy też postanowiłam, że już nie odwiedzę „uzdrowiciela”, bo i tak stan mojego zdrowia nie poprawiał się. W sumie byłam tam pewnie 4 razy (o 4 za dużo!). Postanowiłam też, że poradzę sobie z człowiekiem, który doprowadza mnie do ogromnej rozpaczy i dręczy mnie swoim postępowaniem. Stwierdziłam, że tak dłużej być nie może. Zapomniałam o nim i tu właśnie sprzeciwiłam się szatanowi. Już wydawałoby się, że jest wszystko dobrze, miałam pracę i nikt już mnie nie dręczył.
Właśnie wtedy, gdy postanowiłam odejść od pseudo leczenia bioenergoterapią i zdałam sobie sprawę z tego, że to jest bardzo złe, szatan postanowił zaatakować z większą siłą. Okazało się, że z miejsca, w którym niby tak dobrze mi się pracowało, zaczęto zwalniać dobrych pracowników – tak bez powodu, toczyły się sprawy sądowe itp. Ci, którzy nie wytrzymywali presji, sami się zwalniali. Ja nie obawiałam się o swoją posadę, byłam pewna, że popracuję tam do emerytury. Natomiast pogłębiała się moja depresja, nie wiedziałam dlaczego.
– Jak się później okazało, pracowałam w miejscu, gdzie kiedyś dokonywano aborcji, dokładnie w moim pokoju służbowym. Pojawiły się nieuzasadnione lęki i cierpienia, z którymi nie potrafiłam sobie poradzić. Znów nic mnie nie cieszyło, pojawiły się dręczenia wewnętrzne, załamanie. Nikt nie potrafił mi pomóc, a wręcz przeciwnie współpracownicy kpili sobie z tego, co się ze mną działo.
– Nagle i niespodziewanie doszło do tego, że i ja sama musiałam odejść z pracy z powodu złośliwości ludzkiej. Dużo by można było na ten temat opowiadać. To był dla mnie ogromny cios: z dnia na dzień zostałam bez pracy. Musiałam się zwolnić – i to nie z mojego powodu. Było to dla mnie nie zrozumiałe, dlaczego ja.
– Po tych wszystkich seansach uzdrowicielskich nie zniknęły również moje objawy chorobowe, pogłębiły się natomiast problemy osobiste, finansowe i rodzinne. Szatan wiedział w co uderzyć, znalazł najczulszy punkt i zaatakował, tak aby mnie zniszczyć. Wiedział, że przywiązuję się do ludzi, do miejsc, dlatego też atakował w najbardziej czułe miejsca. Wiedział na czym mi zależy.
„Złodziej po to tylko przychodzi, by kraść, mordować i niszczyć” (J.10,10).
Tym złodziejem był szatan! Musiałam stracić pracę i znajomych, żeby zrozumieć, czym to wszystko było spowodowane. Wiem jednak, że Pan Jezus był ze mną przez ten cały czas. Podczas, gdy zaczęły się problemy w pracy, zaczęły dziać się również inne przykre rzeczy. Szatan pokazał znów swoją siłę. Pojawiła się seria wypadków samochodowych w mojej rodzinie, dosłownie jeden za drugim. Jednak dzięki Bogu nikomu za każdym razem nic się nie stało, były jednak szkody finansowe tym spowodowane i oczywiście ogromny stres.
– Pewnego wieczoru, nie wiadomo skąd, rzucił się nagle pod koła mojego samochodu człowiek. Po zderzeniu utracił przytomność, w pierwszej chwili myślałam, że nie żyje. Jak się później okazało, był pod wpływem narkotyków i alkoholu. Nic się jednak nikomu nie stało! Gdy kilka dni po zdarzeniu przejeżdżałam tą trasą, zobaczyłam, że w miejscu tym stała figura Matki Bożej z Dzieciątkiem Jezus. Dlatego wiem, że pomimo tak groźnie wyglądającego wypadku Matka Boża i Jezus ochronili mnie przed działaniem złego ducha.
Przez ten cały okres – a trwało to wszystko ok. 3 lat – uczęszczałam na Msze Święte, uczestniczyłam w pielgrzymkach do Częstochowy. Podczas Eucharystii denerwowałam się, nie mogłam skupić uwagi, inne myśli zaprzątały moją głowę. To samo działo się wtedy, gdy miałam przystąpić do Sakramentu Pokuty i Pojednania. Podczas czytania Pisma Świętego lub Dzienniczka Św. Siostry Faustyny odczuwałam ogromny smutek. Nie mogłam opanować płaczu. Zaczęła się wewnętrzna walka. Wiem, że pomimo wszystkiego co się działo w tym okresie, Jezus zawsze był przy mnie, chciał mi pomóc.
Kiedy zostałam bez pracy i wciąż pojawiały się inne niepowodzenia, zaczęłam kojarzyć wszystkie fakty. Postanowiłam szukać pomocy. Znalazłam adres księdza egzorcysty. Stwierdziłam, że to jedyna deska ratunku. Zrozumiałam, że tylko Jezus może mi pomóc. Dopiero po miesiącu od uzyskania adresu do księdza egzorcysty przełamałam strach i dotarłam na miejsce. Tak – strach, gdyż zły duch działał w ten sposób, że nie pozwalał mi tam dotrzeć. Jakaś siła powstrzymywała mnie, z dnia na dzień odkładałam wizytę. Jednak dotarłam do księdza. Odbyła się modlitwa, otrzymałam wskazówki: co mam robić, a także sakramentalia. Pojawił się lęk przed zastosowaniem egzorcyzmowanej soli, oleju i wody. Jednak po kilku dniach zmniejszyły się objawy depresji, lecz nadal pojawiały się różnego rodzaju niepowodzenia i lęk.
Pierwszą rzeczą, którą miałam zrobić, aby pozbyć się działania złego ducha, była szczera Spowiedź. Stwierdziłam, że nie ma na co czekać. Lecz znów jakaś siła nie pozwalała mi pojednać się z Panem Bogiem. Za każdym razem, gdy chciałam udać się do Spowiedzi, odczuwałam lęk i pojawiały się okropne myśli, że to nie był grzech, to nic złego, że korzystałam z bioenergoterapii. Trwało to ok. miesiąca.
– Postanowiłam, że znów udam się do Częstochowy. Po przyjeździe na miejsce udałam się do Kaplicy Cudownego Obrazu i błagałam o łaskę Spowiedzi! Kilka razy w tym samym dniu próbowałam podejść do konfesjonału, lecz nie mogłam. Strach mnie opanował i smutek, to było okropne uczucie. W drugim dniu pielgrzymki postanowiłam, że to już jest ostatnia szansa. Znów udałam się do Kaplicy Matki Boskiej Częstochowskiej. I teraz wiem, że Duch Święty wskazał mi spowiednika, do którego trafiłam. Kolejka była długa. I znów poczułam, że jakaś siła wręcz wypycha mnie i każe mi odejść. Pojawiły się myśli: po co ja tutaj stoję. Z drugiej strony jeszcze większa siła nie pozwoliła, abym odeszła. Ta walka toczyła się do chwili, gdy miałam podejść do konfesjonału.
I stało się. Jezus jest miłosierny, obdarzył mnie ogromną miłością, przytulił mnie do siebie. Po tym wszystkim od razu poczułam ogromną radość, taką jaką odczuwa dziecko, ogarnął mnie błogi stan, wszystko wydawało się takie radosne, wszystko mnie cieszyło! Na zakończenie Pielgrzymki odbyła się uroczysta Msza Święta. Przyjęłam do serca Jezusa – i to było niesamowite przeżycie. Odczułam wielki spokój wewnętrzny, zadowolenie i powróciła chęć do działania. Po przyjeździe byłam zupełnie odmieniona, pełna wiary i nadziei, że wszystko będzie dobrze.
Po pewnym czasie otrzymałam również modlitwę o uwolnienie. Po jej odmówieniu ogarnął mnie jeszcze większy pokój i radość. Uwolniłam się od działania szatana.
Obecnie depresja ustąpiła, wszystko mnie cieszy pomimo tego, że nadal szukam pracy (nigdzie nie mogę otrzymać zatrudnienia). Ale całą nadzieję pokładam w Jezusie. Jezus wyprowadza człowieka z mroku, z największych opresji i kieruje ku Światłości.
Dziękuję Jezu, że postawiłeś na mojej drodze Duszpasterzy, którzy wskazali mi drogę do Ciebie. Jezu ufam Tobie!
OI (19.I.2009 r.)
|